Generalnie jest tak, że ludzie chcą kupić coś jak najtaniej. I to jest zrozumiałe, przecież nikt nie ma ochoty wywalać na coś góry pieniędzy, bo przecież trzeba tak gospodarować pieniędzmi, żeby nie wylądować z ręką w nocniku.
Są rozsądni ludzie i jestem ja.
Nie wiem, ale czasami mam coś takiego, że pieniądze naprawdę tracą dla mnie jakąkolwiek wartość. Trochę to przerażające.
Nie jestem żadną zakupoholiczką, bo nie spędzam swojego życia łażąc po sklepach lub drogeriach internetowych. Ale zdarzają mi się momenty, w których wydanie większej ilości pieniędzy w żaden sposób mnie nie rusza i o ile nie jest to jakieś tragiczne w skutkach przy zakupie kosmetyków za 300zł raz na ruski rok, to przy zakupie laptopa ma to już jakieś większe znaczenie, bo nie mówimy tutaj o zakupach za 300zł tylko o zakupie za prawie 4,500zł + ubezpieczenie, odsetki kredytu i tak dalej.
Jestem debilem.
Pojechałam na zakupy z nastawieniem, że owszem, kupię nowego laptopa, ale raczej nastawiałam się na coś w maksymalnej granicy 3,000zł.
I takim oto sposobem skończyłam z laptopem za prawie pięć klocków, z ratami na 36 miesięcy. LOL.
Tak naprawdę dopiero teraz do mnie dociera, że przez trzy lata będę musiała tego potwora spłacać.
Jestem debilem.
Ale żeby było śmieszniej, to nie mogę się przyzwyczaić do nowego sprzętu i wciąż gniotę się na moim kochanym starociu, którego jeszcze dwa dni temu chciałam rozwalić o podłogę, bo tak się pierdoła wieszała.
Nie mam serca go całkowicie odłączyć. Jestem z nim powiązana, bo to mój pierwszy laptop i to kupiony za własne pieniądze, do tego za gotówkę. Kocham go, choć często mnie wkurza, gdy zaczyna się wieszać. Ale dopóki nie popsuje się na amen, raczej nie mam zamiaru z niego całkowicie rezygnować.
A nowy laptop? Ze swoimi parametrami będzie czekał na wspaniałe gry, które leżą gdzieś tam na półkach sklepowych.
Boże, ale ze mnie debil.
FUBSTER.
